piątek, 29 stycznia 2016

Superzdolność


Dzisiaj zidentyfikowałem w sobie super zdolność. Jadąc samochodem, nigdy nie mam problemu z dostrzeżeniem pieszego przed/na przejściu. Dokonałem tego po przeczytaniu kilku komentarzy pod tekstem o potrąceniu pieszego. Kierowcy pisali, że oni pieszych nie zauważają. 

Pytanie, czy są ślepi i prawo jazdy powinno zostać im odebrane, czy jeżdżą tak szybko, że prawo jazdy powinno zostać im odebrane?

czwartek, 17 grudnia 2015

Super nowoczesna fabryka gwarantem bogactwa

Adidas uruchamia fabrykę w Niemczech. Koszt produkcji ma być konkurencyjny z krajami o najtańszej sile roboczej na świecie, a dzięki produkcji w Niemczech na produktach pojawi się "Made in Germany". To wszystko dzięki automatyzacji procesu produkcji.

Sama inwestycja sygnowana jest logiem Ministerstwa Gospodarki i Technologii Niemiec jako jedna z kluczowych dla "High-Tech Strategy 2020".

Co ma na celu ta strategia?
"The “High-Tech Strategy” was developed to set up a broad and successful basis in science, research, technology and innovation, in order to contribute to improving people’s lives as well as helping secure prosperity and qualified jobs in Germany."

http://www.adidas-group.com/en/magazine/stories/specialty/adidas-future-manufacturing/

poniedziałek, 28 września 2015

Londyn to miasto dla?

Przypadek, bylem w Londynie na konferencji i postanowiłem zostać na tydzień. To unikalne doświadczenie.

Przepisy drogowe
Pierwsza rzecz, która wzbudziła mój niepokój, to to, że nikt, dosłownie nikt, nie przestrzega przepisów. Kierowcy zdają się nie dbać o światła, jeździć po bus pasach, a piesi przechodzą przez drogi w każdym miejscu. W tym wszystkich najbardziej niesamowite było dla mnie to, że nawet na tamtejszych przejściach dla pieszych, kierowcy mają de facto pierwszeństwo.

Sama konferencja odbywała się w City of London, w pobliżu Liverpool Street Station. Zakwaterowanie miałem w odległości pieszej. W ciągu kilku dni pieszo po Londynie przeszedłem blisko 40km i było to dla mnie fascynujące patrzeć jak to miasto żyje.

Tempo
Drugą rzeczą, która niesamowicie rzuciła mi się w oczy, to tempo, które jest tam narzucone. Po chodniku idzie się szybkim marszem. Zatrzymanie się, grozi stratowaniem ;-) Wszyscy pędzą, ulice pełne są barów, kawiarni i wszelkiego rodzaju przybytków "na wynos". To niesamowite.

Hałas
Trzecie spostrzeżenie, to hałas, intensywny ruch uliczny w połączeniu z brakiem przestrzeni publicznych powoduje taką kakofonię, że po 3h pobytu na mieście musiałem udać się w poszukiwaniu miejsca, gdzie panowałaby chociaż trochę zmniejszone natężenie dźwięku. Dźwięk jest tak natarczywy, że niemożliwe jest prowadzenie jakiejkolwiek komunikacji bez krzyku. Może londyńczycy są głusi i dlatego muzyki w samochodach i sklepach słuchają tak głośno?

Drzewa
Czwarta rzecz, to przestrzeń publiczna. Jest ona rozłożona bardzo nierównomiernie. Co z tego, że znajduje się w mieście kilka dużych parków, skoro tylko w niektórych miejscach? Ciekawe jest to, że są one ogrodzone (dość rzadko spotykane w Polsce).

Architektura
Kolejną rzeczą, było to jak przytłaczająca okazałą się architektura tego miasta. Wieżowce mieszkalne stojące okno w okno bez krzty zieleni przy samych 1.5metrowych chodnikach, oddzielone 3 pasami asfaltu. Monotonne bloki ciągnące się na kilkaset metrów. Zniszczone budynki w centrum. Dla mnie bardzo męcząca architektura.

Rozumiem, że wiele z tych budynków samo w sobie jest arcydziełami, ale w kompozycji i będąc na miejscu wyglądają przytłaczająco. Gdyby wyrwać je z kontekstu, ale one istnieją w tym kontekście. Nie są samotnymi wyspami. Na tym polega też cały trik (ah ten modernizm).

Bary na rogach
Ilość barów i restauracji w mieście jest niesamowita. Zwrócił mą uwagę specyficzny styl barów, ciemne drewno, ze specyficznymi elementami zdobiącymi ;-) W ciągu tych kilku dni, które tam spędziłem, były one codziennie pełne.

poniedziałek, 25 maja 2015

Co można zrobić z chwilówkami

W Polsce rynek tzw. chwilówek jest dziki i kwitnący, Brytyjczycy przerazili się trochę tym do jakiej nędzy doprowadzają one ludzi i wprowadzili przepisy antylichwiarskie:

Regulacje antylichwiarskie zakładają, że maksymalna stawka oprocentowania wynosić ma 0,8 proc. dziennie. Wprowadzono również zasadę, zgodnie z którącałkowity koszt pożyczki nie może przekroczyć 100 proc. pożyczanej sumy.
Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Chwilowki-w-Wielkiej-Brytanii-mocno-tanieja-7228162.html

Chwilówki to pożyczki dla ludzi, którym normalne banki z takiego albo innego powodu pożyczki by nie dały. Zwykle mają bardzo wysokie opłaty i oprocentowanie, które podnosi koszty do niebotycznych rozmiarów, często 20000% w skali roku. Taka pożyczka, to bardzo szybka droga do tego, żeby wpaść w spiralę długów i zniszczyć sobie nimi życie.

Na koniec John Oliver o chwilówkach na amerykańskim rynku:

wtorek, 19 maja 2015

Kiedy 'Like' robi różnicę

Do napisania tego wpisu skłoniła mnie refleksja nt wszystkich akcji typu ‘Polub i udostępnij dla małej Emilki’ (‘Likujemy dla Maćka’ itd.).

Zastanówmy się, w jaki sposób kliknięcie “Lubię to” na Facebook może pomóc Maćkowi?

  • Maciek poczuje się lepiej, bo zobaczy, że jego sprawa zwraca uwagę ludzi i budzi sympatię.
  • Firma X zapłaci złotówkę za każde polubienie, ewentualnie “jak zbierzemy 100k polubień to zafunduje Maćkowi nowy aparat słuchowy.

Nigdy jeszcze nie słyszałem, żeby rzeczywiście ktoś płacił za ilość polubień :-)

Co więc na prawdę pomaga?

Pomagają ludzie, tacy jak Ty czy ja. Ktoś, kto dzieli się tym co ma i wykazuje się dozą empatii. Twoje polubienie nie działa, chyba, że przy okazji przelejsz pieniądze albo zrobi to ktoś z Twoich znajomych, którzy zobaczą wpis.

Kiedy Facebook’owe polubienie i udostępnienie robi największą różnicę?

Wtedy, gdy gra toczy sie o świadomość i przepływ informacji.

Facebook jest świetnym narzędziem dzielenia się spostrzeżeniami nt. rzeczy społecznych, dotykających nas wszystkich. Lokalny polityk próbuje zrobić jakiś szemrany interes, możesz udostępnić albo polubić artykuł go piętnujący. Czym więcej ludzi taki artykuł polubi, tym chętniej prasa lub działacze będą o tym pisali. Powstaje narzędzie nacisku obywatelskiego, a tematu nie da się po prostu zamieść pod dywan, bo wszyscy o nim słyszeli.

Dlatego też, Twoje ‘lubię to’ pomaga bardziej gdy lokalna społeczność próbuje zagospodarować skrawek zieleni i potrzebuje wywrzeć odpowiednią presję na administracji niż wtedy gdy Maciek potrzebuje aparatu słuchowego.

Można by wręcz rzec, ‘Lubię to’ w służbie obywatelom.

A tutaj trochę więcej w nowym artykule Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75477,18274629,Wielki_eksperyment_na_Facebooku__Dlaczego_zmieniles.html

środa, 29 kwietnia 2015

Absurd urzędów

Napisałem w tytule "urzędów", dlatego, że w zasadzie nie winię o to urzędników (chociaż czasem brak im dobrej woli).

Postanowiłem zameldować się w miejscu mego zamieszkania. W tym celu udałem się do urzędu miasta gdzie zostałem skierowany do pokoju 32. Wszystko w porządku, w pokoju tym pani urzędniczka poinformowała mnie, że muszę wypełnić druczek E1, który mi podała. Po czym nastąpił dialog:

 - Czy to wszystko czego potrzebuję?
 - Musi pan przynieść potwierdzenie od właściciela.
 - Ja jestem właścicielem.
 - W takim razie potwierdzenie, że jest pan właścicielem.
 - Czy wystarczy wydruk z księgi wieczystej?
 - Tak.
 - Ale taki wydruk mogę wykonać ja sam i ma on moc dokumentu wydawanego przez sąd.
 - Tak, musi pan go przynieść.
 - Ale...
 - Tak ustanowił ustawodawca i musi Pan przynieść go do wglądu.

Na początku trochę się zbulwersowałem po czym mnie to rozśmieszyło, jaki głupi zapis. Rozumiem skąd on jest, jeszcze 10 lat temu nie było elektronicznego dostępu do ksiąg wieczystych. Ale hej, mamy już 2015, dostęp taki jest, może należałoby zmodyfikować wszystkie zapisy w ustawach o wypisach z KW, tak, żeby jeżeli jest on potrzebny, to urzędnik musiał sam go sprawdzić? Wszak wszystkie stanowiska w urzędzie posiadają dostęp do internetu, nie powinien to więc być problem. Dodatkowo, byłaby to duża oszczędność w skali kraju!

sobota, 25 kwietnia 2015

Tajni agenci jej szarej mości

Byłem dzisiaj na małych zakupach spożywczych. Przed wejściem do hali targowej, zauważyłem nerwowo rozglądającą się kobietę, wiek 40+, ubrana na roboczo. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk wydobywający się z radiotelefonu (inaczej zwanego krótkofalówką). Głos mówił "idą od lewej strony". Jako fan filmów najskuteczniejszego agenta jej królewskiej mości od razu wyobraziłem sobie jakąś szaloną akcję. Pani niespokojnie weszła do środka po czym rozglądnęła się, podeszła do ściany i oparła się o nią rozglądając się czujnie.

Nigdy nie spoedziewałem się takiego napięcia w takim miejscu!

Podczas całych zakupów, wybierania produktów widziałem jeszcze kilka takich osób.

Po wyjściu z hali udałem się w kierunku swojej fortecy i spotkałem tym razem grupę ludzi, z których każdy trzymał w ręce mały radiotelefon. Pani popatrzyła na mnie z niepewnością, a ja z uśmiechem zapytałem, co oni wszyscy z tymi krótkofalówkami robią? Odpowiedź przeszła moje oczekiwania:
- My jesteśmy szara strefa, jak Pan dołączy do szarej strefy i będzie handlował, to też Pan może sobie kupić i tak się informujemy o nadchodzącej kontroli.
Z uśmiechem na twarzy kontynuowałem moją wędrówkę ku fortecy mając przed oczyma wyobraźni obraz szarej strefy ;-)