Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społecznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społecznie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2015

Co można zrobić z chwilówkami

W Polsce rynek tzw. chwilówek jest dziki i kwitnący, Brytyjczycy przerazili się trochę tym do jakiej nędzy doprowadzają one ludzi i wprowadzili przepisy antylichwiarskie:

Regulacje antylichwiarskie zakładają, że maksymalna stawka oprocentowania wynosić ma 0,8 proc. dziennie. Wprowadzono również zasadę, zgodnie z którącałkowity koszt pożyczki nie może przekroczyć 100 proc. pożyczanej sumy.
Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Chwilowki-w-Wielkiej-Brytanii-mocno-tanieja-7228162.html

Chwilówki to pożyczki dla ludzi, którym normalne banki z takiego albo innego powodu pożyczki by nie dały. Zwykle mają bardzo wysokie opłaty i oprocentowanie, które podnosi koszty do niebotycznych rozmiarów, często 20000% w skali roku. Taka pożyczka, to bardzo szybka droga do tego, żeby wpaść w spiralę długów i zniszczyć sobie nimi życie.

Na koniec John Oliver o chwilówkach na amerykańskim rynku:

wtorek, 19 maja 2015

Kiedy 'Like' robi różnicę

Do napisania tego wpisu skłoniła mnie refleksja nt wszystkich akcji typu ‘Polub i udostępnij dla małej Emilki’ (‘Likujemy dla Maćka’ itd.).

Zastanówmy się, w jaki sposób kliknięcie “Lubię to” na Facebook może pomóc Maćkowi?

  • Maciek poczuje się lepiej, bo zobaczy, że jego sprawa zwraca uwagę ludzi i budzi sympatię.
  • Firma X zapłaci złotówkę za każde polubienie, ewentualnie “jak zbierzemy 100k polubień to zafunduje Maćkowi nowy aparat słuchowy.

Nigdy jeszcze nie słyszałem, żeby rzeczywiście ktoś płacił za ilość polubień :-)

Co więc na prawdę pomaga?

Pomagają ludzie, tacy jak Ty czy ja. Ktoś, kto dzieli się tym co ma i wykazuje się dozą empatii. Twoje polubienie nie działa, chyba, że przy okazji przelejsz pieniądze albo zrobi to ktoś z Twoich znajomych, którzy zobaczą wpis.

Kiedy Facebook’owe polubienie i udostępnienie robi największą różnicę?

Wtedy, gdy gra toczy sie o świadomość i przepływ informacji.

Facebook jest świetnym narzędziem dzielenia się spostrzeżeniami nt. rzeczy społecznych, dotykających nas wszystkich. Lokalny polityk próbuje zrobić jakiś szemrany interes, możesz udostępnić albo polubić artykuł go piętnujący. Czym więcej ludzi taki artykuł polubi, tym chętniej prasa lub działacze będą o tym pisali. Powstaje narzędzie nacisku obywatelskiego, a tematu nie da się po prostu zamieść pod dywan, bo wszyscy o nim słyszeli.

Dlatego też, Twoje ‘lubię to’ pomaga bardziej gdy lokalna społeczność próbuje zagospodarować skrawek zieleni i potrzebuje wywrzeć odpowiednią presję na administracji niż wtedy gdy Maciek potrzebuje aparatu słuchowego.

Można by wręcz rzec, ‘Lubię to’ w służbie obywatelom.

A tutaj trochę więcej w nowym artykule Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75477,18274629,Wielki_eksperyment_na_Facebooku__Dlaczego_zmieniles.html

sobota, 25 kwietnia 2015

Tajni agenci jej szarej mości

Byłem dzisiaj na małych zakupach spożywczych. Przed wejściem do hali targowej, zauważyłem nerwowo rozglądającą się kobietę, wiek 40+, ubrana na roboczo. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk wydobywający się z radiotelefonu (inaczej zwanego krótkofalówką). Głos mówił "idą od lewej strony". Jako fan filmów najskuteczniejszego agenta jej królewskiej mości od razu wyobraziłem sobie jakąś szaloną akcję. Pani niespokojnie weszła do środka po czym rozglądnęła się, podeszła do ściany i oparła się o nią rozglądając się czujnie.

Nigdy nie spoedziewałem się takiego napięcia w takim miejscu!

Podczas całych zakupów, wybierania produktów widziałem jeszcze kilka takich osób.

Po wyjściu z hali udałem się w kierunku swojej fortecy i spotkałem tym razem grupę ludzi, z których każdy trzymał w ręce mały radiotelefon. Pani popatrzyła na mnie z niepewnością, a ja z uśmiechem zapytałem, co oni wszyscy z tymi krótkofalówkami robią? Odpowiedź przeszła moje oczekiwania:
- My jesteśmy szara strefa, jak Pan dołączy do szarej strefy i będzie handlował, to też Pan może sobie kupić i tak się informujemy o nadchodzącej kontroli.
Z uśmiechem na twarzy kontynuowałem moją wędrówkę ku fortecy mając przed oczyma wyobraźni obraz szarej strefy ;-)

piątek, 13 marca 2015

Uśmiech na ustach ułatwia życie - donoszą amerykańscy naukowcy

W ostatnim, marcowym numerze Świata Nauki znajduje się informacja o tym, że ludzie podświadomie reagują na wyraz twarzy u innych (Abstract; Elisabetta Ambron, Francesco Foroni. The attraction of emotions: Irrelevant emotional information modulates motor actions. Psychonomic Bulletin & Review, 2014; DOI: 10.3758/s13423-014-0779-y). Jest to niezależne od naszej woli. Może to tłumaczyć, czemu niektórzy nawiązują nowe kontakty i uzyskują pomoc w łatwy sposób, a inni mają z tym nie lada problem.

Notatka do siebie: być pozytywnym i dużo się uśmiechać.

Dzisiaj zaczepiłem sąsiada gdy odjeżdżał, zaczepiłem go w celu zdobycia klucza do bramy do naszego ogrodu. Z uśmiechem na twarzy zapytałem czy wie, kto taki klucz posiada i jak mógłbym bramę otworzyć, żeby coś do ogrodu wnieść. Dostałem szybko odpowiedź, że klucz posiada on i inny sąsiad, i że jeżeli potrzebuję to mogę dorobić sobie, albo po prostu przynieść nową kłódkę, do której będzie więcej kluczy. Zaoferował, że może też bramę otworzyć, ale akurat takiej potrzeby nie było.

W taki sposób poznałem kolejnego sąsiada. To już dwóch, zostało jeszcze 10 mieszkań ;-)

Widziałem też korek, ale taki porządny jak w prawdziwej metropolii na wschodzie przystało, stali wszyscy i co kilka minut podjeżdżali 20-30 metrów do przodu:-) Większość aut miała tylko jednego podróżującego. Nie dziwi to, że był korek.
Dla kontrastu obok był chodnik, w zasadzie wolny i w nienajgorszym stanie ;-)

wtorek, 10 marca 2015

Transport publiczny

Byłem u fryzjera. Jak to u fryzjera, w pewnym momencie zaczęliśmy rozmawiać. Ponieważ miasto usiane jest remontami dróg, albo raczej jak należałoby to nazwać, ich całkowitą przebudową i budową to i wokół tego tematu zdażyło nam się rozmawiać.

Do miasta po ponad 40 latach przerwy wracają tramwaje. Okazało się, że komunikacja samochodowa nie do końca się sprawdza, gdy codziennie musi się przemieścić całe miasto. A w Polsce, gdzie większość ludzi mieszka w mieszkaniach własnościowych, ludzie zwykle nie mają możliwości przeprowadzki w miejsce znajdujące się bliżej ich miejscu pracy.

Budowa tramwajów, wymusiła reorganizację ruchu samochodowego i pieszego, przy czym do przesunięcia albo zwężenia chodnika piesi dostosowują się elastycznie, samochody i ich kierowcy aż tak elastyczni nie są ;-)

W mieście jest trochę więcej korków, trochę wolniejszy ruch i małe opóźnienia transportu publicznego, oraz gigantyczny gniew kierowców, którzy uważają, że miasto powinno należeć do nich.

Pani fryzjerka była strasznie oburzona, że dlaczego oni znowu coś rozkopują i przebudowywują zamiast zostawić stare i poprawić. Można by po prostu dokupić autobusów i problem byłby rozwiązany. Wg niej, nikt kto posiada samochód, z własnej woli nie przesiądzie się na jazdę tramwajem (powiedziane tonem, który sugerował niechęć do tego ostatniego).

Delikatnie, zwróciłem jej uwagę, że na zachodzie próbowano już rozwiązania, w którym podporządkowywano całe miasta dyktaturze samochodów. W żadnym miejscu takie rozwiązanie się nie sprawdziło. Miasta gotowe na szukanie lepszych sposobów na transport próbują różnych kombinacji rozwiązań alternatywnych: ruch pieszy, rowerowy oraz głównie transport publiczny. Riposta Pani była jednak tak trafna, że nie potrafiłem podnieść żadnego argumentu:
To niech budują ten transport publiczny, a nie rozkopują miasto, żeby tramwaje zrobić.
To zdanie było dla mnie niczym olśnienie. Zdałem sobie sprawę, że ludzie mogą nie rozumieć i nie zdawać sobie sprawy z tego, że fizycznie niemożliwe jest przemieszczenie się wszystkich mieszkańców przy pomocy samochodów. Niemożliwe jest też ich zaparkowanie, a na pewno nie darmowe, w gęsto zabudowanych obszarach. Uświadomiło mi to też, że pojęcie transportu publicznego niekoniecznie jest jasne i przejrzyste.

Myślę, że tutaj jest świetne miejsce dla gazet, które mogłyby ten problem poruszyć i stworzyć wręcz cykl artykułów obrazujących jak komunikacja w miastach wyglądała w przeszłości, jak wygląda teraz, a jak wygląda w przyszłości (Kopenhaga?).